Expose premiera trudno nazwać przełomowym. Na punkt kulminacyjny została wykreowana kwestia ulg podatkowych dla rodzin. Wykreowana, bo przecież o niej mówiły ostatnio media, powołując się na rzekome przecieki. Co to za przeciek, który mówi dokładanie coś odwrotnego, niż powiedział Tusk? Trudno oprzeć się wrażeniu, że wszystko to było przygotowane. Polacy zostali przestraszeni przez media tylko po to, żeby te same media ich potem uspokoiły. Stary trik i słaby. Głos na temat ulg rodzinnych zabrał nawet sam prezydent, odnosząc się do plotek, które miały być rozwiane na mównicy sejmowej... parę dni później.

Donald Tusk zaczął fatalnymi wypowiedziami na temat Polski w Europie. Mówił, że nie chodzi o pytanie „czy być w centrum Europy?”, lecz „jak być w centrum Europy?”. Typowe frazesy, niczym przez premiera nie uzasadnione. Nie usłyszeliśmy nawet, jak Tusk rozumie swoją metaforę, czyli na czym miałoby to bycie w centrum Europy polegać. Na ten temat wypadałoby powiedzieć coś więcej, choćby z uwagi na fatalną kondycję Unii Europejskiej, a zwłaszcza grupy euro. Mówiąc wprost, zdawałoby się, że jak się coś wali, to się ucieka, a nie podstawia pod lecące na głowe cegłówki. Niestety premier zdaje się ciągnąć Polskę w stronę „siedzących przy stole”, by uniknąć rzekomego losu znalezienia się w „karcie dań”. Tym bardziej martwi symbolika, bo te gastronomiczne metafory zaczerpnął premier od Leszka Millera, który zintegrowałby Polskę z Unią całkowicie, pod każdym względem, bez względu na konsekwencje. Były sekretarz KC PZPR użył jakiś czas temu tych metafor argumentując na rzecz wstąpienia Polski do strefy euro, akces do której w jej obecnej sytuacji zakrawałby na zdradę racji stanu.

Potem było o ograniczeniu deficytu i długu publicznego, aż nastąpił „punkt kulminacyny”, czyli zapowiedzi pewnych zmian w uglach. Zmiany te są zasadne, jednak czynienie z nich głównych zagadnień expose permiera rządu, i to w czasie ogólnoświatowego kryzysu finansowego, mogło nie być najlepszym wyborem. Najbardziej bezsensownym zdaniem w cały expose było: „W polityce społecznej nie chcemy zarabiać jako państwo”. Nie trzeba tego komentowac. Dalej było o odchudzaniu administracji – może jak się uda, to PO „odchudzi” państwo do tego stopnia, w którym je zastała. Oczywiście pozytywnie należy przyjąć ogólnikowe zapowiedzi na temat tak często wspominanej przez Tuska deregulacji, a także odnośnie sprzeciwu wobec nadprodukcji ustaw. Miejmy nadzieję, że uda się wstrzymać postępującą w Polsce inflację prawa, o której alarmująco pisał doc. dr Ryszard Piotrowski. Dobrze oceniam również plany zmian w systemie emerytalnym, jeszcze lepiej sam pomysł stopniowego zwiększania wieku emerytalnego. Bardzo wątpię z kolei w zapewnienie premiera, co do emerytur, że „pójdziemy na nie później, ale będą one wyższe”.

Najbardziej podobało mi się jednak, że w expose nie zabrakło jasnej deklaracji ideowej rządu. Jego szef zapewnił, że pozostaje niewzruszony na koncepcje Ruchu Palikota i SLD odnośnie symboli tradycyjnie obecnych w polskiej przestrzeni publicznej. Poza tym, co zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie, Tusk zdobył się na stwierdzenie, że nowoczesna Polska możliwa jest tylko poprzez dobre zakorzenienie w tradycji.

I skończyłbym na tych pozytywach, gdyby nie nieprawdziwa i wybiórcza interpretacja Tuska odnośnie wypadków w dniu Święta Niepodległości. Właściwie nie widzę motywów, dla których premier zrównał w winie „skrajną prawicę” i „skrajną lewicę”, przedstawiając niezgodną z prawdą, wielce niesprawiedliwą interpretację. W kolejnych wypowiedziach tylko dalej się pogrążył, pokazując swoją zupełną ignorancję lub złą wolę. Cała Polska ogląda, jak policjant kopie leżącego cywila, a premier grzmi o huliganie „kopiącym leżącego policjanta”! Ataki uzbrojonych niemieckich anarchistów nie zrobiły na Tusku szczególnego wrażenia. Widocznie uciekły mu takie fakty, jak plucie na polski mundur i ataki na polską grupę rekonstrukcyjną, czego dopuścili się niemieccy faszyści [sic! Bo to jest właśnie faszyzm], znalazłwszy następnie schronienie w siedzibie „Krytyki Politycznej”. Siedzibie, dodajmy, wynajmowanej temu ekstremalnemu środowisku przez miasto na preferencyjnych warunkach. Kwestie zamieszek podczas Święta Niepodległości nie musiały znaleźć odniesienia w expose permiera. Ale jeśli się już znalazły, to dlaczego pozwolił on sobie na wypowiedzi niezgodne z prawdziwym stanem rzeczy?